Zabawa z przekładem #7: “Coeur-Naufrage” Delphine Bertholon

Wszyscy mamy jakąś przeszłość. Tyle że nie zawsze wraca ona do nas niczym bumerang prosto w szczękę.

"Coeur-Naufrage" Delphine Bertholon

Tego nie można było ani przewidzieć, ani zaplanować.

Nie byłam szczęśliwa ani tym bardziej spełniona. Powiedzmy, że byłam po cichutku, ukradkiem nieszczęśliwa, ale z perspektywy czasu widzę, że nie było aż tak źle. Moje życie przypominało egzystencję domowej kotki, zamkniętej w kontrolowanym obwodzie czterech ścian wygodnego bezpieczeństwa, szczelnie otulonego pozłacaną kołderką rozkosznej rutyny. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że rutyna jest tym, co pozostaje, gdy wszystko inne zostało nam odebrane. Byłam tak zagubiona, że kurczowo chwytałam się szczątków rzeczywistości – niczym Rose z Titanica na kawałku drewnianych drzwi, nieruchomo i bezsilnie patrząc, jak w lodowatej wodzie umierają jej marzenia.

Moje mieszkanie, moja kawiarnia na rogu ulicy, mój telefon, mój lokalny sklep spożywczy, mój ulubiony autobus… Moja zbzikowana przyjaciółka, mój kochanek, co mnie nie kocha, mój lekarz rodzinny, moja sąsiedzka apteka, mój wydawca…

Ot, życie pełne małych kamyków w bucie.

Jestem tłumaczką z angielskiego na francuski. Choć dzięki słowom odbywam podróże na krańce świata, to rzadko kiedy wypuszczam się poza moją ulicę. Tak naprawdę nigdy leciałam samolotem: boje się latania, podobnie jak wielu innych rzeczy: gazu, wind, sprzedawców w garniturach, psów, klaunów i ubikacji z dziurą w podłodze zamiast sedesu. Wszystkie moje obowiązkowe praktyki studenckie odbyłam w Londynie. Cud technologii w postaci tunelu kolejowego pod kanałem La Manche ocalił moją przyszłość – gdy nie ten tunel, zwany po francusku „rękawem”, to dziś ja żebrałabym… w tunelach metra.

Od dwóch lat jestem w idiotycznej relacji z żonatym mężczyzną, wiedząc doskonale, że nie zostawi swojej żony. Szczerze mówiąc, ten związek nawet mi odpowiada. Bywają takie żałosne wieczory, które topię w czerwonym winie jak w biblijnym morzu, kiedy on w ostatniej chwili wysyła mi SMS-a ozdobionego uśmiechniętymi emotikonami: „Mam problem z dzieciakami, wybacz mi, baby, wynagrodzę ci to”. Czuje się wtedy totalnie bezbronna w tym swoim pasie do pończoch. A jednak to dzięki N* udaje mi się pozostać tą zagubioną i zrozpaczoną nastolatką, która przy pierwszej lepszej okazji topi łzy w alkoholu. Jakże trudno mi wyzwolić się z tej opiekuńczej względem samej siebie roli! To właśnie N* jest doskonałym alibi dla wszystkich moich nerwic, zdobywcą rzeczy niemożliwych i sukinsynem, dzięki któremu utrzymuję swój celibat na poziomie akceptowalnym dla reszty społeczeństwa. „Zakochałam się” – oznajmiam z drżeniem w głosie moim przyjaciołom. „Cóż na to poradzę, wcale tego nie chciałam… Życie jest do dupy. ”

Tak łatwo jest okłamywać samą siebie.

 

(Powyższy fragment w moim własnym przekładzie)

"Coeur-Naufrage" Delphine Bertholon

Powieść Coeur-Naufrage autorstwa Delphine Bertholon, wyd. JC Lattès, 2017, 304 strony

Lyla ma prawie 34 lata, jest samotną singielką i domatorką. Tylko praca (Lyla jest tłumaczką) i najlepsza przyjaciółka Zoe pozwalają jej uciec od rutyny rutynowej, skostniałej codzienności. Aż do dnia, gdy otrzymuje dziwną wiadomość, która wyśle ją w podróż do przeszłości siedemnaście lat wstecz…

Lato 1998. Szesnastoletnia Lyla ma opresyjną i toksyczną matkę, nieustannie marzy więc o tym, by uciec gdzieś daleko. Podczas wakacji na wybrzeżu Atlantyku poznaje surfera Jorisa i zakochuje się. Kiedy dowie się, że zaszła w ciążę, jest już za późno, by temu zaradzić.

Coeur-Naufrage to powieść wielogłosowa, która na przemian opowiada o dorastaniu Lyli i konsekwencjach tamtego lata nad oceanem. Dla Lyli, co w międzyczasie z nastolatki stała się dorosłą kobietą, nosząc w sobie przez cały ten czas pewną tajemnicę – przed laty tuz po porodzie anonimowo oddala dziecko do adopcji, oraz dla Jorisa, który wbrew sobie dowiaduje się, co wydarzyło się siedemnaście lat wcześniej.

 

Zdjęcia: unsplash.com (1. Arno Smit,  2. Bruno Martins)

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl