Świąteczny sentymentalizm – Ty też tak masz?

Święta nie są moją mocną stroną. W Polsce przez całe lata z przyjemnością oddawałam się co roku świątecznym przyjemnościom i kulinarnej gorączce przygotowań. Nawet mieszkając we Francji, co roku pakowałam walizki, ciesząc się na ten urokliwy czas spędzony z najbliższymi. Potem przyszły inne czasy i tych polskich świąt było coraz mniej, aż w końcu całkiem znikły z mojego kalendarza.

Były za to święta typowo angielskie, jedna zupełnie samotna Gwiazdka, były święta bez świąt, bo spędzone w szpitalu na dyżurach… Były też – to już do spółki z mężem – święta na stoku, na nartach, bez spiny, bez nerwów, tylko dla nas. Są też i święta jak teraz: gdy oboje zmęczeni, zestresowani i niepewni jutra w obliczu różnych istotnych zmian, jakie nas czekają, musimy po prostu zwolnić, odpocząć, wyspać się i po prostu z tych wypasionych świąt zrezygnować.

święta

Tekst i zdjecia: Lena Bloor

Ale jak, to zrezygnować?

Nie będę udawać, że idea świąt jest mi obca, ani też, że nie dbam o całą tę świąteczną oprawę, że mam gdzieś ideę Bożego Narodzenia, bo tak nie jest. U mnie w domu od zawsze dzielimy się opłatkiem, od zawsze też – odkąd jestem w stanie odtworzyć w pamięci rodzinne święta – mamy tradycyjną Wigilię, z czytaniem fragmentu Biblii, pasterką i kolędami.

Uderza mnie to zwłaszcza teraz, kiedy zdaję sobie sprawę, jak wielki kryzys wiary obecnie przeżywam, i jak bardzo wiąże się to z postawą i ideologią Kościoła katolickiego, od której mnie zwyczajnie odrzuca. Moje odchodzenie od wiary było stopniowe i trudno mi dziś powiedzieć, czy jeszcze wierzę, czy też tkwią we mnie resztki religijnej obyczajowości i ludowego katolicyzmu, który tak niewiele ma wspólnego z prawdziwą i głęboką wiarą. Trudno powiedzieć, na ile miesza się we mnie tęsknota za domem, za czymś, co bliskie i znane, a na ile jest to rzeczywista potrzeba przeżywania świąt w takiej formie, jaką od lat znam.

święta

Co w zamian? 

Przez ostatnie dwa lata świąt jako takich nie miałam. Owszem, choinka stała piękna, prezenty były, ale ani kolacji wigilijnej, ani świątecznego obiadu nie urządziliśmy. Mój mąż jest Anglikiem, pochodzi z niewierzącej i niepraktykującej rodziny, a jego rodzice już od dawna nie żyją. Tato zginął wiele lat temu w wypadku na przejściu dla pieszych, na kilka dni przed świętami. Mojemu mężowi święta kojarzą się albo bardzo smutnie, albo też głównie z nudą świątecznego obiadu i wielogodzinnym siedzeniem przy stole. Nie jestem pewna, czy w ogóle odczułby różnicę, gdyby żadnych świąt po prostu nie było.

święta

Może też dlatego zeszłoroczne święta, jak i te dwa lata temu, spędziliśmy po prostu na stokach, jeżdżąc na nartach i ciesząc się pięknem zimowego krajobrazu. Nie mnie oceniać, czy jest to lepsze od tradycyjnej Wigilii i świąt w gronie rodzinnym, czy raczej jest to smutny obrazek totalnie świeckiego i odciętego od religijności życia. Faktem jest, że odejście od tradycji było dla mnie z jednej strony całkiem przyjemne (któż nie chciałby spędzić choćby kilku dni w górach, w kopnym śniegu, na nartach?), a z drugiej nieco przygnębiające. Całkiem, jak gdybym straciła część samej siebie i nie potrafiła zapełnić powstałej w ten sposób pustki.

święta

Jestem sentymentalna.

Trudno się do tego przyznać, ale tak już jest: płaczę na wzruszających filmach, kiedy jest mi smutno, kiedy dotyka mnie czyiś problem, cierpienie, zło lub życiowe dramaty; przeżywam śmierć pacjentów lub tez ich ciężki stan. W głębi duszy głęboko przeżywam te momenty, kiedy powaga sytuacji udziela się całemu zespołowi na bloku operacyjnym. Wzruszam się tez w chwilach szczęścia, choć potrafię ukryć emocje i dać im upust dopiero wtedy, gdy nie ma żadnych świadków moich wzruszeń.

święta

Po kryjomu wzruszają mnie wiec polskie kolędy, przysyłany co roku przez mamę opłatek, wzruszają mnie wspomnienia polskich świąt, zwłaszcza tych, które dobrze pamiętam, jako nastolatka i studentka. Do dziś pamiętam Wigilię w domu mojego ówczesnego chłopaka, Francuza, na północy Francji (gdzie do dziś żyje wielu potomków Polaków z pierwszej fali emigracji międzywojennej). Nie dość, że było prawie jak u mnie w domu, to jeszcze jego rodzice zawieźli mnie na pasterkę do polskiego kościoła w Lille. Było fajnie, ciepło, rodzinnie i wciąż po tylu latach z ogromnym sentymentem wracam do tamtej Gwiazdki.

święta

Może i jestem w tym obciachowa: bo i na pasterkę bym poszła, i na tradycyjne “zwiedzanie” świątecznie przystrojonych kościołów oraz szopek, może bym tez zagrała kilka kolęd na pianinie, tak dla samej siebie. Wyczekiwałabym pierwszych mrozów i śniegu, całkiem jak zeszłej zimy we francuskich Alpach. Upiekłabym ciasto (a ja praktycznie w ogóle nie robię żadnych wypieków), ulepiła świąteczne pierogi i spędziła pół nocy w kuchni. Ba, ja nawet bym te słynne przedświąteczne mycie okien zrobiła, bo przecież to wstyd mieć brudne!

święta

A jednak nie zrobię!

Wigilii w tym roku nie urządzam, choć mamy choinkę i skromne prezenty pod nią. Wieczorem pewnie przegadam długą chwilę z rodzicami przez telefon, a w święta po prostu będziemy wypoczywać. Przy grzanym winie, z kolacją przy świecach, z kotem tuż obok, z pianinem w tle. Na długich spacerach, z aparatem w dłoni. W łóżku, z książką lub filmem, nawet w słodkoświątecznym sosie.

Nadal jest tyle rzeczy do kochania w świętach, prawda?

święta

Ostatnie miesiące były dla nas mało łaskawe: mąż się pochorował (na szczęście niegroźnie), potem złamał mały palec u nogi (choć brzmi zabawnie, nikomu tego nie życzę), a na sam koniec, na dwa tygodnie przed świętami, dostał ni stad, ni zowąd wymówienie z pracy. Mąż pracuje jako specjalista od programowania i do tej pory nigdy nie miał przerw w zatrudnieniu. Prawdę mówiąc, nie wiedzieliśmy nawet, czy jego firma w ogóle zapłaci mu za ostatni miesiąc. Na szczęście mąż od kilku miesięcy intensywnie szukał innej pracy, więc skończyło się na potężnym, choć krótkotrwałym stresie. Oboje zaczynamy zresztą od nowa, już w styczniu: mąż na kontrakcie jako konsultant, a ja “na swoim”, tez na kontraktach, ale już bez etatu.

W ciągu roku zdążyliśmy pomieszkać we Francji, wrócić do Anglii, przeprowadzić się najpierw w jedno miejsce, potem w następne, a teraz czeka nas jeszcze jedna przeprowadzka. Od świąt w górach, z przypiętymi do stop nartami, do świąt w Sussex, w naszym tymczasowym domu – to jakby dwa zupełnie inne światy na krańcach dwunastu długich miesięcy.

 

Dam sobie na przeczekanie.

Choinkę w donicy zabierzemy ze sobą do kolejnego domu. Może kiedyś postawimy ją w naszym własnym ogrodzie. A może zasadzimy w pobliskim lesie.

Następne święta spędzimy w Polsce z moimi rodzicami.

A potem, kto wie, może zostaniemy w Polsce na dłużej?

 

P.S. Jestem ciekawa, jak to u Was ze świętami? Dużo wyczekiwania i radości czy może poczucie zmarnowanego czasu? Fajnie z rodziną czy może lepiej samotnie lub z przyjaciółmi? W domu czy gdzieś na wakacjach? 

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl