Przeprowadzka do Francji: jak się żyje w Alpach?

Jak się żyje w Alpach?

W Alpach żyje się na wysokościach?

W Alpach żyje się niebiańsko?

W Alpach żyje się z głową w chmurach?

W Alpach żyje się inaczej: niespiesznie, spokojnie, w ciszy i zgodnie z rytmem przyrody?

Jak ryba w wodzie?  Jak pączek w maśle? Jak u Pana Boga za piecem?

Piękny widok na szczyty gór z wioski Saint-Mury-de-Monteymond

 

***

 Oto minął miesiąc, odkąd zamieszkaliśmy w maleńkiej górskiej wiosce w masywie Belledonne w Alpach Delfinackich, niecałe 25 km od Grenoble. Mniej niż sto kilometrów dzieli nas od granicy z Italią i Szwajcarią. Otaczają nas ze wszystkich stron góry: masyw Vercors, Chartreuse, Belledonne czy Taillefer. W pobliżu mamy też uroczy ośrodek narciarski Les 7 Laux (zdjęcia tutaj).

Decyzję o przeprowadzce do Francji podjęliśmy dość niespodziewanie pół roku temu, choć już dwa lata wcześniej było dla nas jasne, że musimy się zdecydować na ten krok jeszcze przed Brexitem.

I choć mój mąż jest Brytyjczykiem, żadne z nas nigdy nie wiązało z Wielką Brytanią planów na przyszłość: ani osobistych, ani zawodowych, a więzi, które mogłyby nas łączyć z jego ojczyzną, praktycznie nie istnieją. No niczego tam nie mamy, ot tak. Ani bliższej czy dalszej rodziny, ani nieruchomości na sprzedaż czy wynajem, ani działalności gospodarczej, ani długoletnich i trwałych przyjaźni. Wiadomo, przyjaciele pojawiają się i odchodzą, to normalne.

Ba, my Zjednoczonego Królestwa zwyczajnie nie lubimy, nie będę wiec ukrywać, że przeprowadzka do Francji była nie tylko spełnieniem części naszych marzeń, ale i ucieczką od życia dalekiego od ideałów, choć w sumie udanego i stabilnego. Mąż jest szczęściarzem: od naszego przyjazdu do Francji pracuje w domu, w swoim biurze z oszałamiającym widokiem na masyw Chartreuse. Ja z kolei od niedawna pracuję w Grenoble.

Marzę jednak o tym, by w przeciągu następnych dwóch lat całkowicie przestawić się na pracę zdalną, w czterech ścianach własnego domu. Jestem introwertyczką z lekką formą fobii społecznej: codzienne kontakty z ludźmi po prostu mnie meczą. Nie lubię plotek albo rozmów o niczym. Spotkania towarzyskie są dla mnie zmorą piekielną, której unikam jak diabeł święconej wody. Konfrontacje i konflikty marnują mój czas i energię, którą mogłabym poświęcić na coś konstruktywnego i pozytywnego. Stresująca, bo pod dużą presją, praca z ludźmi w zawodzie, który jest pewnego rodzaju „służbą”, coraz bardziej mnie przygniata. Dlatego też cieszy mnie cisza i spokój, potrzebne do tego, by się skupić nad pracą wymagającą przede wszystkim wysiłku umysłowego i kreatywności.

jak się żyje w Alpach

1. Skromne alpejskie kwiatki – 2. Grzyby, wszędzie grzyby! – 3. Świerk pospolity, czyli Christmas tree – 4. Krystalicznie czysta woda w górskich strumieniach

Dom w Alpach, z dala od reszty świata

 

Plan był prosty: dom, byle nie w mieście. Niech to będzie miasteczko, a może nawet mała wioska. Najlepiej w górach, blisko natury, za to daleko od codziennego zgiełku miast, zakupowego wariactwa, życia w biegu i w pogoni za mamoną. Dom z pięknymi widokami za oknem, z ogrodem, przestronny i jasny. Żeby kot mógł się przechadzać po okolicznych włościach bez obawy, że zostanie rozjechany przez pędzący samochód. Kot jeszcze co prawda tylko w planach, ale już go przecież widzę, jak siedzi przed domem i drze japę do swoich pobratymców za płotem.

Do tych planów należało dorzucić jeszcze inne dodatkowe wymogi, oczekiwania czy też nadzieje: zamieszkać w pobliżu górskich szlaków, żeby jak najczęściej robić wypady z plecakami, a przy tym tak się urządzić z pracą, żeby jeszcze starczało czasu i na blog, i na fotografowanie, i na jazdę na nartach lub inną aktywność fizyczną na świeżym powietrzu.

No nie powiem, poprzeczkę ustawiliśmy sobie raczej wysoko. Dom wypatrzyłam gdzieś w internetach już na początku maja, przeszukując ogłoszenia okolicznych agencji nieruchomości. Patrząc z utęsknieniem na kolorowe, kuszące zdjęcia, dotarła do mnie ta jedna, jedyna prawda najprawdziwsza: Tylko TY i długo długo nic, domu mój wymarzony. Tylko Ty, po tobie nie ma nic.  Myśl tę zarzuciłam jednak jako absurdalną, a marzenia upchnęłam do szuflady z zakładką „na potem”.

A dziś sam jestem dziadkiem siedzę pod dachem tego właśnie domu, z tym wyśnionym widokiem jak z reklamy alpejskiej Milki czy folderów na zimowe ferie na nartach, w ciszy i spokoju, przerywanym jedynie pobrzękiwaniem tradycyjnych krowich dzwonków i poszczekiwaniem pasterskich psów w wiosce. Z kuchennego okna widzę ośnieżone już szczyty masywu Belledonne, a z sypialni – panoramę łańcucha Chartreuse. Ktos „tam w górze” widocznie bardzo nam sprzyja, bo jak inaczej określić ten zbytek łaski i szczęścia?

Żeby jednak nie było zbyt różowo i z lukrem na wierzchu, bez bicia przyznam się, że dom jest w zasadzie wciąż pusty, z wyjątkiem urządzonej kuchni i łazienek. Brakuje nam na razie nawet lodówki: w garażu jest jednak wystarczająco chłodno, by przechowywać odpowiednio zabezpieczoną żywność. Mamy tu na razie jedynie garstkę naszych mebli; resztę przywieziemy być może w tym miesiącu, a potem zastanowimy się, co ewentualnie dokupić. Idziemy jednak w minimalizm: żadnych zbędnych dupereli, telewizora, wielkich wydatków, tablic na Pinterestach, listy życzeń i zakupów. Ma być funkcjonalnie, prosto, bez udziwnień. Meble z pchlich targów i second handów. Maksymalne odgracenie i żadnego zbieractwa, szału kupowania i manii wielkości.

 

jak się żyje w Alpach

A góry nade mną jak niebo, a niebo nade mną jak góry…

Prosto, skromnie, ekologicznie

Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie, że tak naprawdę chcę wieść życie prostsze, skromniejsze, nastawione na przeżywanie i doświadczanie, a nie kupowanie i konsumpcję. Życie bez zbędnych luksusów, bez nastawienia na szybkie robienie kasy i równie prędkie jej wydawanie. Życie bardziej świadome i bardziej uważne, na zwolnionych obrotach, a jednocześnie mniej egoistyczne i bez toksycznych ludzi na horyzoncie.

Jak zacząć, to najlepiej z grubej rury. Dom: zbudowany w zeszłym roku, dobrze ocieplony, z podwójnymi oknami, ekologiczną pompą ciepła i ogrzewaniem podłogowym. Termostat do regulacji temperatury. Energooszczędne żarówki. I choć kiedy przyjechaliśmy tutaj miesiąc temu, w całym domu było może góra osiem lub dziewięć stopni na plusie, po włączeniu ogrzewania dość szybko zrobiło się ciepło i przytulnie. W przyszłym tygodniu spodziewamy się długo oczekiwanych przymrozków i opadów śniegu, mam więc nadzieję, że dom spisze się na piątkę z plusem.

W naszej gminie wprowadzono w tym roku obowiązek sortowania i recyklingu odpadów. W całej Francji w ciągu najbliższych siedmiu lat rząd planuje wprowadzić recykling wszystkich odpadów plastikowych (obecnie tylko 20% trafia do dalszego recyklingu, w tym zaledwie połowa plastikowych butelek).  W sortowni odpadów zamierzamy nabyć drewniany kompostownik, a tym samym ograniczyć ilość naszych śmieci do minimum. Już teraz na zakupy zabieram własne torby. W lokalnym supermarkecie woreczki na warzywa i owoce nadają się bowiem do recyklingu w kompostowniku.

W najbliższym czasie zamierzam też przestawić się na ekologiczne środki czystości i środki do prania na bazie marsylskiego mydła (savon de Marseille), octu winnego i cytrusów. Podobnie rzecz ma się z kubeczkiem menstruacyjnym: jeszcze nie próbowałam, ale się przymierzam. Ilość kosmetyków i środków do pielęgnacji ciała ograniczyłam do absolutnego minimum. Postanowiłam też zrezygnować z zakupu ubrań i butów, zarówno nowych, jak i tych z drugiej ręki.

I choć uwielbiam książki, dotyk i zapach papieru, i fizyczną obecność książek w domu, obiecałam sobie, że przecież mogę przestawić się na czytanie ebooków albo korzystanie z lokalnej biblioteki. Dopóki nie zużyję wszystkich materiałów plastycznych (papier, farby, ołówki itp.), nowe nie będą kupowane na zapas.

Z głową w chmurach…

Jakie są plusy życia w Alpach?

Chyba nie trzeba długich referatów, by to wyjaśnić. Góry nad nami i obok nas, czyste powietrze, cisza i spokój, bliskość natury i możliwość prawie całkowitego odcięcia się od świata, co jest szczególnie ważne dla mnie, jako że na co dzień wykonuje meczącą i stresującą prace. Góry na wyciagnięcie ręki to również możliwość pieszych wycieczek latem i jazdy na nartach zima. To także wspaniałe krajobrazy i nowe wyzwania fotograficzne.

Obcowanie z naturą to niewątpliwie największy plus życia w Alpach. Nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne, choć oczywiście nie zakładam z góry, że zostanę tu na resztę swojego życia. Za jakiś czas zapewne znów będziemy zwijać manatki i niczym współcześni nomadowie układać sobie życie w jakimś innym zakątku globu.

Brace yourself! Winter is coming!

A minusy?

Minusów będzie – co może wydać się dziwne – całkiem sporo, choć spodziewaliśmy się przecież mniejszych i większych trudności związanych z życiem z dala od miasta.

  1. W wiosce i okolicach nie ma żadnych sklepów. Ani jednego. Nawet piekarni. Po zakupy – nawet te najbardziej banalne – trzeba jeździć „na dół”, a to jakieś 15-20 minut minimum w jedną stronę.

2. Podobnie ma się rzecz z wizytą u dentysty czy lekarza.

3. Oczywiście należy też przypomnieć o tym, że w niedziele sklepy są zamknięte (z wyjątkiem marketów, które otwarte są do dwunastej), a w zwykłe dni najlepiej niczego nie załatwiać na mieście ani nie wybierać się na zakupy między dwunastą a czternastą! Przerwa na lunch to dla Francuzów rzecz absolutnie święta!

4. Nawet kupno zwykłego Paracetamolu urasta do rangi problemu, biorąc pod uwagę, że żadnych leków nie można nabyć ani w marketach, ani na stacji benzynowej, ani nigdzie indziej. Tylko w aptece. Pomijając już fakt, że za małe opakowanie Paracetamolu, które w UK kosztuje grosze (około 50 centów), tutaj trzeba wybulić co najmniej 2 euro!

5. Wbrew pozorom, choć jest to region bardzo turystyczny, w pobliżu jest naprawdę niewiele knajpek i restauracji (ja znam jedynie dwie w bliższej okolicy). Chętni mogą oczywiście wybrać się do Grenoble, ale przecież nie o to chodzi, żeby tłuc się do miasta, kiedy się ma ochotę na jakieś fajne lokalne przysmaki!

6.  Załatwianie spraw urzędowych także może okazać się bolączką: nasze lokalne merostwo przyjmuje interesantów tylko dwa razy w tygodniu. Musze jednak przyznać, że jego pracownicy są naprawdę pomocni i uprzejmi.

7.  Transport publiczny w górskich wioskach praktycznie nie istnieje, poza autobusami, które odwożą dzieciaki do szkół. Bez samochodu się nie obejdzie. Zimowe opony, łańcuchy i sprawne hamulce to także absolutna konieczność.

8. Życie trochę jak w pustelni. Dla mnie osobiście nie ma nic lepszego niż życie z dala od ludzi. Dla mojego męża – ekstrawertyka lubiącego kontakt i rozmowę – życie i praca na odludziu jest nieco bardziej problematyczna, choć za nic w świecie nie chcielibyśmy mieszkać w mieście. A już zwłaszcza nie w Grenoble, które osobiście uważam za jedno z najmniej atrakcyjnych miast we Francji.

9. W zasadzie nie znamy osobiście nawet naszych najbliższych sąsiadów. Owszem, wymieniamy uprzejme „dzień dobry”, ale to w zasadzie wszystko. Od czasu do czasu widujemy jakieś znajome twarze, ale prawda jest taka, że nie udało nam się nawiązać tutaj żadnych bliższych znajomości. W najbliższą niedzielę w wiosce odbywa się lokalny jarmark świąteczny i być może będzie to nasza pierwsza okazja, by bliżej poznać „lokalsów”.

10. Dość popularna „rozrywką” w tej części Francji wydają się polowania. Nie dziwi więc widok spasionych brzuchaczy w myśliwskich uniformach, zwłaszcza przy leśnych drogach w soboty i niedziele. W czasie naszych pieszych wędrówek po górach parę osób ostrzegało nas, żebyśmy uważali na myśliwych. Kilka miesięcy temu brytyjski turysta został śmiertelnie postrzelony w Alpach w Górnej Sabaudii. Z kolei trzy lata temu śmierć z ręki myśliwego poniósł na górskim szlaku w masywie Belledonne zaledwie dwudziestoletni student!

Dla przykładu: według danych z przełomu 2012/13 roku, myśliwi zastrzelili w jednym tylko sezonie łowieckim ponad 500 jeleni, 6000 saren, prawie 2000 kozic górskich i 400 muflonów!

Jesień, a w tle Massif de la Chartreuse

Jak wiec żyje się w Alpach? Póki co, choć nie jest idealnie, nie mamy wielu powodów do zmartwień. Nie jest to sposób na życie dla wszystkich: jeśli jesteś samotnikiem tak jak ja, to w porządku. Jeśli nie masz pomysłu na siebie i życie, to Alpy Ci w tym nie pomogą. Jeśli nie masz w planach pracy zdalnej, to musisz się liczyć z tym, że mieszkając w górskiej wiosce, będziesz z dala od miejsca pracy, sklepów, znajomych itp., oraz wszystkiego tego, co masz pod ręką, żyjąc w mniejszym czy większym mieście. Jeśli przeraża się życie na odludziu, gdzie psy dupami szczekają, a wieczorami wszystko zamiera, Alpy nie są dla ciebie. Ach, no i najważniejsze, bez francuskiego ani rusz.

Życie w Alpach to nie jakaś kolorowa bajka. Nie żałuję tej przeprowadzki, choć dziś wiem, że wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, a z całą pewnością poświęciłabym więcej czasu na staranne planowanie (a zwłaszcza różne scenariusze, nie zawsze pozytywne), aby przygotować się na mniejsze czy większe porażki.

Mam jednak nadzieję, że pomimo różnych niedogodności, biurokratycznych problemów i pewnej tęsknoty za domem (to akurat moja zmora) zostaniemy tu na dłużej. Tego widoku za oknem trudno przecież nie pokochać, prawda?

 

***

O planach związanych z przeprowadzką do Francji pisałam między innymi tu i tu.

 

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl