Podsumowanie 2019 i plany na 2020

 2019 był, delikatnie mówiąc, po prostu “odjechany”. Nie tylko dla mnie, mąż przy okazji też nieźle dostał w kość. 

Z Francji do Anglii, zmiana pracy, trzy przeprowadzki, nowy kot, własna firma… 

 

O francuskiej służbie zdrowia i pracy na bloku operacyjnym mogłabym pisać długie tomy. Przyrzekłam sobie, że już w żadnym innym kraju poza UK nie będę wykonywać obecnego zawodu, bo miłe mi wciąż moje zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie. Mimo wszystko jestem jednak z siebie dumna, że podjęłam się wyzwania w postaci wyjazdu do Francji. Upłynęło już osiem miesięcy od powrotu do Anglii i w sumie muszę przyznać, że wyszłam ze wszystkiego obronną ręką.

Tym z Was, którzy dopiero teraz trafili na mój blog, spieszę z wyjaśnieniem. Od dziesięciu lat mieszkam w Wielkiej Brytanii; tutaj skończyłam 3-letnie studia pielęgniarskie i pracuję na bloku operacyjnym jako instrumentariuszka i pielęgniarka anestezjologiczna, a od czasu do czasu również na sali wybudzeniowej. Do tej pory pracowałam między innymi w szpitalu-molochu w Cambridge (prawie 40 sal operacyjnych!), na neurochirurgii w Manchesterze i Brighton, a także w prywatnych placówkach leczniczych.

W moim poprzednim wcieleniu byłam absolwentką polonistyki na UAM w Poznaniu i romanistyki w Strasburgu i Lille. Przez prawie pięć lat mieszkałam we Francji, stąd moja dobra znajomość francuskiego i zamiłowanie do tego kraju. W zeszłym roku razem z mężem programistą, specjalistą od GIS, podjęliśmy decyzję o przeprowadzce w okolice Grenoble, do małej alpejskiej miejscowości.

We Francji pomieszkaliśmy piec miesięcy , po czym zniechęceni francuską biurokracją (to my oboje) i nieciekawą sytuacją etatowego pracownika szpitala (to ja), wróciliśmy do Anglii.

 

nowy rok

W styczniu adoptowaliśmy z małego schroniska pod Grenoble naszego kota, Chestera, który od tej pory jest z nami nierozłączny. 

Zimą, od grudnia do marca, pojeździłam na nartach w większości małych ośrodków narciarskich wokół Grenoble, raczej nieznanym turystom, za to okupowanym przez “lokalsow”: Allevard, Chamrousse, Les 7 Laux, Autrans czy Gresse-en-Vercors. 

Po powrocie do Anglii podjęłam pracę w tym samym szpitalu, w którym byłam już zatrudniona przed wyjazdem do Francji. I dość szybko dotarło do mnie, że to, czego do tej pory nie lubiłam, co mnie wkurzało i przeszkadzało, nadal mnie wkurza, przeszkadza i spędza sen z powiek.

Od kwietnia przeżyliśmy też trzy przeprowadzki, a wkrótce czeka nas kolejna, bo wracamy na wieś, może już pod koniec stycznia, a może dopiero w lutym. 

Byliśmy też na tygodniowych wakacjach nad polskim morzem w okolicach Słupska, a przy okazji wpadliśmy na chwilę do Gdańska. Był to pierwszy (i oby nie ostatni) pobyt mojego męża w Polsce. 

Zapisałam się też na kursy online obsługi Adobe Illustrator i Photoshopa. A w listopadzie kupiliśmy pianino i tak zaczęła się moja przygoda z muzyką. Wstyd powiedzieć, ale do tej pory nigdy nie grałam za żadnym instrumencie, poza kilkoma próbami gry na gitarze zakończonymi fiaskiem. Fiaskiem, bo po pierwsze nie miałam ku temu większej motywacji, a po drugie jako osobie leworęcznej trudno mi było znaleźć osobę, która nauczy mnie grać na tym instrumencie. 

Kupiłam tez porządne ołówki, różnego rodzaju kredki, szkicowniki i węgiel drzewny, po czym zabrałam się za pierwsze nieporadne szkice. Po głowie chodzi mi też kurs rysunku, żeby nabrać większej wprawy i nauczyć się kilku nowych technik rysowania. 

W listopadzie oboje podjęliśmy tez decyzję o założeniu własnej działalności gospodarczej. Firma należy do męża, który jest z zawodu specjalistą od programowania. Ja z kolei jako pielęgniarka będę teraz pracować na własny rachunek (samozatrudnienie), a nie na etacie. 

Podsumowując: działo się raczej sporo, choć nie do końca wszystko było zaplanowane, a czasami nawet wcale nieplanowane. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiele osób działa na naprawdę wysokich obrotach i ich rok w porównaniu do mojego wygląda zapewne imponująco, jeśli chodzi o osiągnięcia, zarobki i zobaczone miejsca. 

Mimo wszystko cieszę się jednak, że wszystko się poukładało w jedną sensowną całość, a przy okazji podjęliśmy kilka naprawdę ważnych decyzji na przyszłość. 

Zainspirowana wpisami na jednym z moich ulubionych blogów, postanowiłam odpowiedzieć na kilka pytań, które warto sobie zadać na koniec roku, kiedy przychodzi pora, by podsumować ostatnie 12 miesięcy i zastanowić się, jak zaplanować nadchodzący nowy rok. 

 

nowy rok

NAJWIEKSZA FRAJDA 2019

  • Jazda na nartach w każdy weekend, a czasem nawet częściej i duży wybór ośrodków narciarskich za naprawdę niewielkie pieniądze.

alpy francuskie

  • Z tej samej półki: wszystkie piesze wycieczki po górach, nawet w kopnym śniegu. Bożonarodzeniowy poranek na stoku. Przepiękny “zimowy klimacik” tuż pod domem. Zycie w małej alpejskiej wiosce.

alpy francuskie

 

  • Przechadzki po Stumilowym Lesie, czyli w Ashdown Forest, śladami (nie tylko) Kubusia Puchatka…

Ashdown Forest

  • Wszystkie małe wycieczki po hrabstwach Sussex, Kent i Surrey, głównie w miejscach należących do National Trust, ale nie tylko. Karta członkowska dla pary to niecałe 10 funtów miesięcznie, czyli tyle co trzy duże kawy ze znanych kawowych sieciówek, a ile frajdy i pomysłów na krotkie weekendowe wypady!

 

Wakehurst Place

 

Bateman's

  • Spacery, pikniki i fotograficzne plenery w naszym ulubionym ogrodzie Borde Hill w Sussex.

Borde Hill

  • Regularne zajęcia na silowni i satysfakcja, jaka płynie z dobrej formy plus zalew endorfin.

 

  • Czerwcowy wyjazd nad polskie morze, gdzie spędziliśmy tydzień z moimi rodzicami, do których dołączył także mój brat. To był pierwszy urlop w Polsce, jaki spędziliśmy razem juz po naszym ślubie. Nad Bałtykiem nie byłam już od baaardzo dawna (ostatni raz bodajże osiem lat temu) i dużą frajdę sprawił mi ten czas spędzony tak beztrosko i spokojnie, a jednocześnie przyjemnie, bo z rodziną.

Baltyk

 

  • Kocia adopcja w styczniu. Już od prawie roku mieszka z nami pręgowany niczym zebra, prawie 3-letni Chester (niegdyś Roudoudou lol): prawdziwy master muszych łowów, władca mysich zabawek, the-roaming-tummy, nocny wokalista i “tatysynek” albo  raczej – nomen omen – teacher’s pet (mój mąż był w swoim poprzednim życiu nauczycielem matematyki hehe).

kot

 

  • Guilty pleasure, czyli oglądanie brytyjskich sitcomów, nawet tych starych jak świat, typu Fawlty Towers czy Blackadder. I po raz kolejny Little Britain. Coz, każdy ma swojego bzika…

 

  • Jesienna magia ogrodów Wisley.

Wisley

Z CZEGO JESTEM DUMNA?

  • Z nauki gry na pianinie.

pianino

  • Z coraz lepszej jazdy na nartach. Zaczęłam jeździć jakieś dwa lata temu. Jak widać, nawet po trzydziestce można się tego nauczyć.

 

  • Z kilku naprawdę dobrych zdjęć.

 

  • Z podjęcia decyzji o zamianie etatu na działalność na własny rachunek.

 

  • Z rozpoczęcia kursów: projektowania graficznego, obsługi Adobe Illustrator i Photoshopa.

 

  • Z umiejętności wychodzenia poza tzw. strefę komfortu, a zwłaszcza adaptacji i tego, co Anglicy nazywają resilience.

 

CZEGO CHCE ROBIC WIECEJ?

  • Dbać o siebie i własne zdrowie, odpowiednia dietę, ruch i odpoczynek.

 

  • Znalezć więcej czasu na rzetelne i interesujące wpisy na blogu.

 

CZEGO MAM DOSYC?

  • Odsuwania własnych potrzeb i priorytetów na dalszy plan.

 

  • Miłości do slodyczy.

 

  • Prokrastynacji i niewłaściwego określania celów.

 

  • Bycia people pleaser.

 

  • Niezdrowych nawyków. 

 

  • Nadmiernie emocjonalnych i nerwowych reakcji na stres. 

 

  • Marnowania czasu w internecie.

 

JAKICH NOWYCH RZECZY CHCE SPROBOWAC?

  • Pracy w różnych miejscach, w różnych zespołach, z różnymi ludźmi.

 

  • Grupowych zajęć fitness.

 

  • Więcej zdrowej rutyny: regularnych posiłków i treningów, badan profilaktycznych, dbania o siebie i stawiania sensownych celów. 

 

  • Regularnej nauki francuskiego: tak, tak, bardzo łatwo jest stracić językową płynność i umiejętności! 

 

  • Nawiązania ciekawych znajomości poza internetem. 

 

nowy rok

PLANY NA 2020

Rok 2020 zapowiada się interesująco. Praca na własny rachunek, bez stałego etatu, ale i bez konieczności użerania się non stop z tą samą ekipą i kółkiem wzajemnej adoracji. W perspektywie także dużo większe zarobki i więcej czasu dla mnie.

W połowie stycznia zaczynam zajęcia z projektowania graficznego (raz w tygodniu, przez jakieś siedem miesięcy). W dalszym ciągu będę się też uczyć obsługi programów Adobe, zwłaszcza InDesign, Illustrator i Photoshopa. 

W lutym chcielibyśmy wyskoczyć na tydzień na narty, być może znów we Francji.

Zapewne w tym czasie będziemy już w naszym nowym domu na wsi. Jest to ten sam dom, który wynajmowaliśmy przez dwa poprzednie lata, przed wyjazdem do Francji. Nie mogę się doczekać, żeby powiększyć naszą kolekcję roślin doniczkowych, w skład której wchodzą m.in. cztery bananowce, drzewko cytrynowe, orchidea, paprocie, jukka, pędy bambusa i palmy kencje. Fajnie byłoby jeszcze dorzucić monsterę i roślinę owadożerną zwana “monkey jars”.

Pozostaje mieć nadzieję, że ten nowy rok zaoszczędzi mi przykrych niespodzianek i złych doświadczeń. Zapowiada się ciekawie i na wysokich obrotach, i oby tak właśnie było!

A Wasz nowy rok, jaki będzie? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl