Lato ma zapach sosnowego lasu

 Tak, lato naprawdę ma dla mnie zapach sosnowego lasu na wydmach i urok pierwszych wakacji pod namiotem z grupką przyjaciół.

I tak przeminął czerwiec…

jego długie i ciepłe wieczory o smaku pierwszej letniej burzy i ulewnych deszczy. Słońce i kanikuła. Poranki naznaczone zmęczeniem poprzedniego dnia i chęcią pozostania w łóżku co najmniej do dziewiątej. Wszechogarniające lenistwo na samą myśl o pracy i wysiłku fizycznym. Improwizacja w temacie obiadów i coraz późniejszych kolacji. Tydzień nad polskim Bałtykiem, z mężem, mamą, tatą i bratem. Wszyscy razem, po raz pierwszy w tak nietypowym i luzackim decorum, bez spiny i pupościsku. Pierwsza dłuższa okazja, by się lepiej poznać: angielski mąż versus polscy teściowie. Długo wyczekiwany moment. Wzruszenie, bo przecież tak dawno się nie widzieliśmy…

Czerwiec lato

Tekst i zdjęcia: Lena Bloor

I tak przeminął czerwiec…

niczym mgnienie oka.

Popołudnia na bałtyckiej plaży pełnej turystów spragnionych słońca i morskiej bryzy. Różowozłote wieczory i przejażdżki rowerem drogą przez pachnący żywicą sosnowy las na wydmach. Śniadania al fresco na tarasie przed domem, całą piątką. Przepyszne słodkawe pomidory i biały twarożek z rzodkiewkami i szczypiorkiem, świeże bułki prosto z piekarni, mocna czarna kawa w porcelanowym kubku. Kręcone lody i gofry z falistą górką bitej śmietany i malinami lub jagodami – całkiem jak w dzieciństwie, gdy po zejściu z plaży razem z bratem męczyliśmy rodziców o jakieś słodkości, najlepiej zaraz i to przed obiadem. Smażona ryba z frytkami w nadmorskim barze slow food. Wieczorne koncerty żab i świerszczy na pobliskich łąkach. Rozmowy do późnej nocy przy lampce wina, z niebem gwiaździstym nad nami, w komarzym towarzystwie nad głową, za to znów w komplecie – pełna chata, konwiwialnie, jowialnie, lojalnie. Trzymamy sztamę.

Czerwiec lato

Zimna woda w Bałtyku i malutkie flądry przemykające między kamieniami na dnie morza. Niczym niewzruszone kormorany, co suszą skrzydła na falochronach. Samotny łabędź na piasku. Kawałeczki bursztynów i drobinki kwarcu. Czarne muszle omułka. Mikołajek nadmorski i turzyca piaskowa na wydmach. Osuwające się pnie drzew i wąska, miejscami na kilka metrów plaża. Pobliskie jezioro, gdzie króluje cisza, trzciny i stada dzikich ptaków wodnych.

Czerwiec lato

I tak przeminął czerwiec…

pod znakiem szpitalnych nadgodzin na bloku i dodatkowych dyżurów. Pod znakiem przemyśleń. Pod znakiem zapytania. Bo znów nas ciągnie w nieznane, choć tym razem bliżej.

Był też (rozpoczęty jakiś czas temu) kurs botaniki i ogrodnictwa, stos ciekawych książek (wciąż tak wiele do przeczytania!), przechadzki po ulubionych ogrodach botanicznych i kocie mruczanki, ten ogrom kociej miłości i przywiązania, czasem aż zbyt wiele, aż ma się poczucie, że się na to wszystko nie zasłużyło.

Był i Gdańsk, co trochę mnie rozczarował, choć przecież tak się starałam, żeby wyszło.

W Brighton natomiast wciąż tak samo kolorowo, dziwacznie i po artystowsku. La bohème, quirky shops, LGBTQ (jak najbardziej przyjaźnie), lazurowe morze, wesołe i beztroskie tłumy w North Laine, hipisi pogrywający na bębenkach w parku przed Royal Pavilion. „Ptasie mleczko” kupione w polskim sklepie przy St James’s Street. Najnowszy numer Dim Dam Dom kupiony w Magazine Brighton.

Drobnostki. Drobne radości życia.

lato czerwiec

lato czerwiec

lato czerwiec

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl