Kocia adopcja – rok później

W moim życiu były trzy koty: czarny Bazyli, cętkowana Katty i jej doppelgänger, jeszcze bardziej cętkowany Chester. Bazylka i Katty już nie ma, jest za to Chester. Pamiętam, jak kiedyś z pewnej zabawnej pomyłki (tato się przejęzyczył i zamiast „ball pen” wyszło mu „ben pol”) rozkręciła się historyjka, w której głównymi bohaterami, oprócz wymienionego już Ben Pola miał być między innymi Ser Czester. Sir Chester. Było więc oczywiste jak oczywista oczywistość, że następny kot będzie miał na imię Chester.

kocia adopcja

            Tekst i zdjecia: Lena Bloor

 

Chester niejedno już przeżył i z niejednego pieca zapewne jadł, zanim do nas trafił. W naszym alpejskim domu pod Grenoble od razu poczuł się jak pan na włościach i bez obaw wybywał z domu na włóczęgę po okolicy, nawet w kopnym śniegu. Z nami przejechał z jednego końca Francji na drugi, dzielnie przeszedł kontrolę paszportową na granicy (tak, tak, Chester ma nawet swój paszport – i to francuski), równie dzielnie wytrzymał przeprawę promem na trasie Calais – Dover, potem bezproblemowo zniósł dwie przeprowadzki, a wkrótce czeka go kolejna zmiana lokum. Spędził też tydzień w kocim hoteliku, kiedy byliśmy na wakacjach u moich rodziców. To naprawdę niemało dla adoptowanego kota, a przecież koty z natury podobno nie znoszą zmian!

kocia adopcja

Był taki krótki, maleńki moment, bardzo dla nas bolesny, gdy wydawało nam się, że sami będziemy musieli oddać go do adopcji: praktycznie nie da się wynająć w UK mieszkania czy domu, jeśli ma się na stanie domowe zwierzaki czy dzieci! Po prostu nie i już. Na szczęście z małymi wyjątkami.

kocia adopcja

Zebra? Krewetka? Tygrys? Nie, to tylko Chester w krainie snu.

Adopcja kota we Francji 

Dokładnie rok temu, w szare i pochmurne sobotnie popołudnie, wysiedliśmy przed brama schroniska dla zwierząt Apagi pod Grenoble. Cicho i spokojnie, choć w oddali po jednej stronie autostrada, a po drugiej tory kolejowe. A wokoło w tle Alpy. Zza bramy dobiegało smutne ujadanie kilkudziesięciu psiaków zamkniętych w metalowych kojcach. Choć bardzo byśmy chcieli, nasz tryb życia i praca nie pozwalają nam na posiadanie psa. Koty są pod tym względem o wiele bardziej atrakcyjne, bo mniej wymagające w ekhm, eksploatacji.

Skąd jednak pewność, że w schronisku jest choćby jeden kot do adopcji?

Były. Dwa. Chester, wtedy jeszcze Roudoudou. Zadziwia mnie francuska kreatywność, jeśli chodzi o zwierzęce imiona. Przecież mógł być po prostu Piotruś albo Michaś, no nie? A nie jakiś tam Roudoudou. Jak to w ogóle zdrabniać? 

Tak więc był sobie Chester i jakaś nieśmiała kocia panienka, co grzecznie siedziała w swojej klatce.

Tuz po nas w kocim boksie pojawiła się rodzina z dwójka dzieci. Jak się domyślam, drugi kot trafił właśnie do nich.

A do nas: kocia gwiazda.

Pupilek pani ze schroniska. Taki typowy – nomen omen – teacher’s pet.

kocia adopcja

Narysuj mnie jak jedna ze swoich francuskich dziewczyn. 😉

 

Ile kosztuje adopcja kota we Francji?

W zasadzie wszystkie schroniska, które sprawdziłam, pobierają różnego rodzaju opłaty za adopcję w zależności od płci i wieku kota. W Apagi najwięcej zapłacimy za kocięta, bez względu na to, czy to zwykły dachowiec czy też rasowy kot: 190 euro za kotka i 220 za małą koteczkę. Dorosłe koty to z kolei wydatek rzędu 150-180 euro za samca (my zapłaciliśmy 170 euro) i 170-200 euro za samiczkę. Myślę, że podobnie wyglądają koszty adopcji kotów w innych miastach Francji.

Dlaczego aż tyle, zapytacie. Wszystkie koty są odrobaczone (i odpchlone, jeśli zachodzi taka potrzeba), zaczipowane i wysterylizowane. Maja także aktualne szczepienia (między innymi na kocią odmianę wirusa HIV, kocią białaczkę, tyfus i koci katar) i książeczkę zdrowia.

adopcja

Biorąc pod uwagę koszt badań, szczepień, założenia identyfikatora oraz ewentualnej kastracji, 180 euro wydaje się sensowną ceną, a jednocześnie odstrasza tych, którzy adopcję zwierząt traktują jak kupno zabawki dla dziecka, oraz tych, którzy chcieliby zwierzęciu po prostu zrobić krzywdę.

W schronisku miła pani zadała nam kilkanaście pytań, sprawdziła nasze dokumenty i adres, a następnie podpisaliśmy umowę adopcyjną. Całość zajęła może niecałą godzinę. Przy okazji na miejscu kupiliśmy transporter dla kota i karmę.

kocia adopcja

A co z paszportem dla kota? 

Sam dokument przewozowy dla zwierząt, zwany europejskim paszportem dla zwierząt domowych, to niewielkich wymiarów niebieska książeczka, dzięki której możemy przekraczać granice państw członkowskich UE i kilku innych. Wyrobienie kociego paszportu zajęło nam może godzinę, wliczając kilka podstawowych badań i obowiązkowe szczepienie na wściekliznę.

Samo wystawienie paszportu kosztuje we Francji około 15 euro, plus koszt wizyty (30-40 euro) i szczepionki. Zwierzak musi mieć co najmniej 12 tygodni, aby można było je zaszczepić na wściekliznę do celów podróży. Trzeba również odczekać minimum trzy tygodnie od daty szczepienia, zanim będziemy mogli przewieźć naszego pupila do innego kraju. Warto dodać, że koty nie potrzebują podania preparatów odrobaczających przed podrożą z krajów UE do Wielkiej Brytanii. 

kocia adopcja

Podróże samochodem z kotem

Tu od razu muszę przyznać, że trafił nam się wyjątkowo przyjazny i łatwy w obsłudze egzemplarz. Podróże samochodem z Chesterem to niemal jak bułka z masłem: owszem, miewa swoje humory i wtedy potrafi miauczeć przez pół godziny jak opętany, bo nie ma ochoty siedzieć w swoim transporterku. Przeżył jednak długą trasę z Grenoble na południe Anglii i rejs promem, a zważywszy na to, że musieliśmy zostawić go samego w samochodzie na czas podróży między Calais i Dover, nie sprawiał nam najmniejszych kłopotów.

Wystarczy dać mu trochę kociej karmy, wodę w miseczce i kocyk do spania, a także nieco swobody, by na postojach mógł rozprostować kocie kości, oczywiście na smyczy i pod naszym nadzorem. Nawet w hotelach zachowywał się poprawnie, no może nie wtedy, gdy o trzeciej w nocy wyruszał na nocne buszowanie pod łóżkiem.

Z moich dotychczasowych kotów tylko Bazyli nie znosił przejażdżek samochodem. Do tego stopnia, że z nerwów niemal dostawał spazmów, więc jego podróże ograniczały się wyłącznie do wizyt u weterynarza. Pozostałe dwa koty, Katty i Chester, nie tylko dobrze znosiły jazdę samochodem, ale i miało się wrażenie, że po prostu sprawia im to nawet pewną frajdę. 

kocia adopcja

 

Chester rok później 

Chester ma dziś prawie trzy lata. To mniej więcej 28 lat ludzkiego życia. 

Nadal ma swoje moments of madness, ale w gruncie rzeczy to fajny i wyluzowany gość. 

Master muszych łowów: nikt jak on nie łapie insektów!

Roaming tummy, jak go nazywamy: chodzący brzuszek. Bo jeść to on lubi i to jak! W trakcie naszych posiłków siada pod stołem i tęsknym, iście psim wzrokiem bezwstydnie prosi o resztki z pańskiego stołu.

Uwielbia leżeć na kolanach (także na moich) i na brzuchu u męża, którego kocha miłością bezwarunkową i bezkresną.

Jest ogromnie kreatywny, jeśli chodzi o zabawy i w zasadzie nie potrzebuje naszej inicjatywy. Sam goni swoje myszy, podrzuca je, przenosi z miejsca na miejsce, kopie i boksuje.

Ma taką gumową mysz, która przynosi nam pod nogi, a my mamy ją rzucać. Zachowuje się przy tym jak psiak, przynosząc nam w zębach swoje zabawki. 

Jest także wyjątkowo przyjazny i miły, także dla gości, przed którymi nie chowa się w popłochu, a wprost przeciwnie: to on wita i zabawia przyjezdnych. To on jest szafarzem kocich łask, a tych akurat nie brakuje.

kocia adopcja

Ostatni rok był burzliwy nie tylko dla mnie i mojego męża; był taki również i dla Chestera. Wszystko zaczęło się jeszcze w naszym domu w Alpach, a skończyło na trzech przeprowadzkach w Anglii. Z ogromną niecierpliwością czekam, aż zamieszkamy na wsi. Chester to taka typowa powsinoga. Nie dla niego życie w czterech ścianach, on po prostu uwielbia wycieczki i kocie wyprawy w nieznane. 

To był trudny rok, ale bez kota byłby jeszcze trudniejszy. 

Jak to mówią, wszystko, co dobre zaczyna się od kota, czyż nie?

kocia adopcja

 

 

 

 

 

 

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl