Jedna z tych rzeczy, za które kocham lato

Brzęczenie muchy, ledwo słyszalny trzepot skrzydeł motyla, zapach wilgotnej ziemi, przezroczyste powietrze przecinane lotem jaskółki, pianie koguta w pobliskich opłotkach, taniec motyla nad kwitnącą lawendą, grupka pszczół na wonnym koprze, aromat świeżo skoszonej trawy, szelest liści w gałęziach drzew przy podmuchach wiatru, uciekająca w popłochu jaszczurka: ogród to świat dźwięków, ruchów, zapachów: glicyna, róże, wiciokrzew, mięta, tymianek, truskawki… czysta esencja życia!

I wszystkie te widzialne i niewidzialne zwierzęta pod ziemią i w powietrzu… Pająk, co czai się w kącie okna, muchy leniwie spacerujące po drewnianej ławce w ogrodzie, pohukiwanie sów i puszczyków w nocy, „leśne duszki” z rodziny pokrzewek hałasujące w brzuchu żywopłotu, wszędobylskie krety, uwijające się jak w ukropie mrówki, powolne ślimaki, śpiewające w chórach żaby, zwinne i szybkonogie jaszczurki, i wszystkie te owady, których nie potrafię nazwać… To one przecież są częścią ogrodu, karmią sie nim i same dają mu pożywienie, wprawiają go w ruch i tchną w niego zycie.

kocham lato

Tu w górach zima zdaje się nie odpuszczać i choć w dolinach leżą już tylko smętne i przybrudzone resztki śniegu, to na szczytach wciąż śmigają narciarze, a sezon na stoku trwa w najlepsze.

Jak w transie przeglądam wiec zeszłoroczne zdjęcia, w tęsknocie za feerią barw, zapachów i dźwięków wiosny i lata. Poszukując kolejnych inspiracji, natrafiłam na tę oto niepozorną książeczkę (Milosc w ogrodzie Jean-Pierre’a Otte) i jak w pijanym ciągu zagłębiłam się w fascynującej lekturze.

Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
znów wędrujemy ciepłym krajem.*

 

Fragment w tlumaczeniu Leny Bloor

Nocne migotanie

Gdzieś w okolicy nocy świętojańskiej, kiedy o północy na nieboskłonie króluje letni trójkąt Wegi, Denebu i Altaira, a wśród niezliczonej liczby kulistych ciał niebieskich dostrzec można Arktura, najjaśniejszą gwiazdę w gwiazdozbiorze Wolarza, Kłos Panny i Antaresa w konstelacji Skorpiona, cienie rzucane na ziemie wydają się mniej wyraźne i mniej zagmatwane. Mają falujące, łagodnie zakreślone kontury i miękko opływające aksamitne głębie. Całkiem jakby zapach kwiatów i owoców wraz z kamieniami, które niezauważalnie odbijają ciepło nagromadzone w ciągu dnia, rozrzedzał mrok nocy, czyniąc ja bardziej miękką, łagodniejszą, otwartą i przyjazną.

kocham lato

W ten niedookreślony sposób rozpoczyna się proces dojrzewania i odmierzanie uciekającego czasu zaklętego w soku żywicy i miąższu owoców. Jakaś potężna siła ożywia wszystko wokoło, rozsiewając na wszystkie strony spokój, który można niemalże poczuć pod palcami, niczym muśnięte słońcem ciało kobiety – dotyk jej gładkiej skóry rozciąga się na wszystkie molekuły ciała. Każda bodziec i każda myśl bierze udział w tej powolnej wibracji, nieustającej w swoim powolnym tempie, a przy tym wszechobecnej. W tych oscylacjach, niewidocznych dla naszych oczu, dokonuje się ciągły rozwój. W końcu zaś nieuchronna granica między światami znika, a wielkie wklęsłe zwierciadło wiedzy niepostrzeżenie traci swój blask, jakby pokryło się warstwą patyny.

kocham lato

W półmroku ogrodu kołysanego spokojnym snem tu i ówdzie zaczynają pobłyskiwać iskierki, które przypominają migotanie gwiazd, “łzy o barwie bladego złota, co spadają z księżyca”. Niektóre z nich zapalają się i gasną, poruszając się po zygzakowatych liniach wśród gałęzi dzikiego bzu, inne zaś iskrzą się na ziemi, w trawie, niczym światła na pasie startowym lotniska. Czym są te inne konstelacje, które się wzywają, zapraszają i nawzajem sobie odpowiadają?

kocham lato

Te rozproszone sygnały fantastycznej feerii robaczków świętojańskich wydają się formułować tajemnicze przesłanie, którego z początku nie dostrzega się, będąc pod magicznym urokiem migotania. Nie ma pospiechu, by je rozszyfrować. Kod ten harmonijnie zestraja się ze snem letniej nocy. (…)

Samica świetlika (robaczka świętojańskiego) zachowuje w trakcie swojej krótkiej egzystencji formę larwalna, jak gdyby zatrzymała się zawieszona między jedną a drugą metamorfozą. Chociaż należy do rodziny chrząszczy (Coleoptera), biedaczce nigdy nie wyrosną skrzydła, a ona sama nigdy nie zazna upajającej wolności lotu. Do poruszania się służy jej wyłącznie sześć krótkich odnóży, dzięki którym może jednak dreptać drobnymi kroczkami.

kocham lato

Obszarem jej badań jest gleba, między łodygami, w zagłębieniach, w każdym kawałku nagiej ziemi. Będąc tak nisko, musi przyciągać uwagę, wysyłać sygnały, dawać koncerty świetlnych przerywników. Tak właśnie wzywa do zalotów. Aby rozprowadzić swoje białe rozbłyski, wykręca swoje ciało, zaginając przy tym czubek odwłoka, którym porusza to w jedna, to w druga stronę, aż uda jej się pozyskać uwagę samca poszukującego miłosnych uciech i zaprosić go na noc poślubną tam w dole, w trawie.

kocham lato

Zdjęcia: Unsplash.com

  1. Joseph-pearson
  2. Josephine-amalie
  3. Lucas-marconnet
  4. Laura-goodsell
  5. Mvp-253454
  6. Timo-wagner
  7. Daiga-ellaby

* K.K. Baczynski

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl