PRZEKŁADY

Zabawa z przekładem #3. J.M.G. Le Clézio: Dziecko spod mostu

28/01/2018

J.M.G. Le Clézio: L’enfant de sous le pont (Dziecko spod mostu)

Opowiadanie wydane we Francji w 2000 roku przez wydawnictwo Lire c’est partir.

 

***

 

Pewnego pięknego zimowego poranka, osnutego mgłą, kiedy brzask wstającego dnia wciąż mieszał się z aureolą światła rzucanego przez uliczne latarnie, wzdłuż kanału szedł jakiś człowiek. Nie był on jeszcze w podeszłym wieku, lecz wyglądał na steranego życiem, które spędzał, śpiąc na dworze i pijąc zbyt dużo taniego wina. Ów mężczyzna (przyjmijmy, że nazywał się Ali) był bezdomny i nie miał żadnej pracy. Na jego widok ludzie mówili: „Patrz, złomiarz idzie!”. W ten sposób ludzie z południa Francji określają bezdomnych włóczęgów, którzy chodząc od śmietnika do śmietnika, zbierają wszystko, co można odsprzedać: kartonowe pudła, stare ubrania, słoiki, a nawet baterie do radia, które najłatwiej naładować, zostawiając je po prostu na słońcu.

Aby to wszystko udźwignąć, mężczyzna zabierał ze sobą staroświecki dziecięcy wózek o pięknej czarnej budce i z kołami o szprychach, z których jedno było już nieco zwichrowane. Do przewożenia większych przedmiotów używał jednak dwukołowego wózka z dyszlem.

Ali skierował się w stronę mostu. To tam mieszkał i przechowywał wszystkie zgromadzone w nocy skarby.

Tego poranka Ali odczuwał zmęczenie. Rozmyślał o dobrej lampce wina, jaką zamierzał wypić przed snem na łóżku z kartonowych płacht, pod ciepłym wojskowym kocem, dającym doskonałą ochronę przed zimnem niczym namiot. Rozmyślał również o swoim szarym kocie, który pomrukując, zapewne smacznie spał pod kołdrą, zwinięty w kłębek. Ali bardzo lubił swojego kota, którego ze względu na kolor futerka nazwał Kopciuszkiem.

Kiedy Ali znalazł się przy namiocie, ujrzał coś nieoczekiwanego. Zamiast kota na ziemi znalazł wpółotwarte pudło, które ktoś tam zostawił. W jednej chwili pojął, że nie należało do niego. Mężczyzna stał przez chwilę w bezruchu, przyglądając mu się nieufnie. Kto postawił to pudło na jego posłaniu? Może jakiś kloszard postanowił zamieszkać w tym miejscu, pod mostem i zostawił je specjalnie, jakby chciał powiedzieć: „Teraz to mój dom”?

Ali poczuł, jak ogarnia go złość. W jednej chwili powróciły do niego wspomnienia z młodości, kiedy jako żołnierz rzucał się do ataku wśród kul poświstujących wkoło w powietrzu. Było to dawno temu, lecz Ali doskonale pamiętał, jak łomotało mu wtedy serce, a buzująca w nim gorąca krew oblewała mu policzki czerwonym rumieńcem.

Podszedł do pudła z postanowieniem, że wyrzuci je gdzieś daleko na nabrzeżu, kiedy nagle usłyszał jakiś odgłos. Było to coś niesamowitego i nierealnego jednocześnie. Jakiś głos wzywał go z wnętrza kartonu, a był to głos dziecka, w dodatku noworodka. Było to coś tak nieoczekiwanego, że Ali zamarł w miejscu i rozejrzał się wokoło, aby się przekonać, skąd dobiegał ów głos. Lecz pod mostem nie było żywej duszy, tylko zimna toń wody płynącej kanałem, i biegnąca górą szosa, którą przemierzały pierwsze tego dnia samochody.

I wtedy z kartonu ponownie dobiegł jego uszu ów głos – wyraźny, lecz jakby z nutą niecierpliwości, co przywoływał go cichymi okrzykami. A ponieważ Ali wciąż się wahał, stojąc z opuszczonymi ramionami, krzyk po chwili zamienił się w płacz. Jednocześnie Ali zobaczył, jak pudło poruszyło się, wstrząsane od wewnątrz czymś w rodzaju kopniaków.

« Koty ! », zawołał Ali, choć dobrze wiedział, że kocięta porzucone nad brzegiem kanału popłakują w zupełnie inny sposób.

Podszedł jeszcze bliżej i odchyliwszy brzegi pudla swoimi poczerniałymi i popękanymi dłońmi, z największą ostrożnością wyjął z niego noworodka. Była to dziewczynka niewiele większa od lalki; tak mała, że Ali musiał spleść dłonie, aby się z nich nie wyślizgnęła; i tak lekka, że miał wrażenie, że trzyma jedynie garść liści.

«To ona, dziecko spod mostu», pomyślał. (…)

W całym swoim życiu Ali nigdy nie widział nic śliczniejszego, delikatniejszego i lżejszego niż ta malutka istotka niczym żywa laleczka. Trzymał ją w swoich ramionach, nie mając odwagi przybliżyć swej twarzy porośniętej gęstą brodą. Zimny podmuch powietrza wtargnął pod most, podrywając w powietrze śmieci i przewracając puste pudło, a wówczas Ali spostrzegł, że noworodek jest golusieńki, a jego czerwona od zimna skóra pokryła się tysiącem kropek niczym gęsia skórka.

You Might Also Like

zBLOGowani.pl