Zabawa z przekładem #3. J.M.G. Le Clézio: Dziecko spod mostu

J.M.G. Le Clézio: L’enfant de sous le pont (Dziecko spod mostu)

Opowiadanie wydane we Francji w 2000 roku przez wydawnictwo Lire c’est partir.

 

Zabawa z przekładem #3. J.M.G. Le Clézio: Dziecko spod mostu

***

 

Pewnego pięknego zimowego poranka, osnutego mgłą, kiedy brzask wstającego dnia wciąż mieszał się z aureolą światła rzucanego przez uliczne latarnie, wzdłuż kanału szedł jakiś człowiek. Nie był on jeszcze w podeszłym wieku, lecz wyglądał na steranego życiem, które spędzał, śpiąc na dworze i pijąc zbyt dużo taniego wina. Ów mężczyzna (przyjmijmy, że nazywał się Ali) był bezdomny i nie miał żadnej pracy. Na jego widok ludzie mówili: „Patrz, złomiarz idzie!”. W ten sposób ludzie z południa Francji określają bezdomnych włóczęgów, którzy chodząc od śmietnika do śmietnika, zbierają wszystko, co można odsprzedać: kartonowe pudła, stare ubrania, słoiki, a nawet baterie do radia, które najłatwiej naładować, zostawiając je po prostu na słońcu.

Aby to wszystko udźwignąć, mężczyzna zabierał ze sobą staroświecki dziecięcy wózek o pięknej czarnej budce i z kołami o szprychach, z których jedno było już nieco zwichrowane. Do przewożenia większych przedmiotów używał jednak dwukołowego wózka z dyszlem.

Ali skierował się w stronę mostu. To tam mieszkał i przechowywał wszystkie zgromadzone w nocy skarby.

Tego poranka Ali odczuwał zmęczenie. Rozmyślał o dobrej lampce wina, jaką zamierzał wypić przed snem na łóżku z kartonowych płacht, pod ciepłym wojskowym kocem, dającym doskonałą ochronę przed zimnem niczym namiot. Rozmyślał również o swoim szarym kocie, który pomrukując, zapewne smacznie spał pod kołdrą, zwinięty w kłębek. Ali bardzo lubił swojego kota, którego ze względu na kolor futerka nazwał Kopciuszkiem.

Zabawa z przekładem #3. J.M.G. Le Clézio: Dziecko spod mostu

 

Kiedy Ali znalazł się przy namiocie, ujrzał coś nieoczekiwanego. Zamiast kota na ziemi znalazł wpółotwarte pudło, które ktoś tam zostawił. W jednej chwili pojął, że nie należało do niego. Mężczyzna stał przez chwilę w bezruchu, przyglądając mu się nieufnie. Kto postawił to pudło na jego posłaniu? Może jakiś kloszard postanowił zamieszkać w tym miejscu, pod mostem i zostawił je specjalnie, jakby chciał powiedzieć: „Teraz to mój dom”?

Ali poczuł, jak ogarnia go złość. W jednej chwili powróciły do niego wspomnienia z młodości, kiedy jako żołnierz rzucał się do ataku wśród kul poświstujących wkoło w powietrzu. Było to dawno temu, lecz Ali doskonale pamiętał, jak łomotało mu wtedy serce, a buzująca w nim gorąca krew oblewała mu policzki czerwonym rumieńcem.

Podszedł do pudła z postanowieniem, że wyrzuci je gdzieś daleko na nabrzeżu, kiedy nagle usłyszał jakiś odgłos. Było to coś niesamowitego i nierealnego jednocześnie. Jakiś głos wzywał go z wnętrza kartonu, a był to głos dziecka, w dodatku noworodka. Było to coś tak nieoczekiwanego, że Ali zamarł w miejscu i rozejrzał się wokoło, aby się przekonać, skąd dobiegał ów głos. Lecz pod mostem nie było żywej duszy, tylko zimna toń wody płynącej kanałem, i biegnąca górą szosa, którą przemierzały pierwsze tego dnia samochody.

I wtedy z kartonu ponownie dobiegł jego uszu ów głos – wyraźny, lecz jakby z nutą niecierpliwości, co przywoływał go cichymi okrzykami. A ponieważ Ali wciąż się wahał, stojąc z opuszczonymi ramionami, krzyk po chwili zamienił się w płacz. Jednocześnie Ali zobaczył, jak pudło poruszyło się, wstrząsane od wewnątrz czymś w rodzaju kopniaków.

« Koty ! », zawołał Ali, choć dobrze wiedział, że kocięta porzucone nad brzegiem kanału popłakują w zupełnie inny sposób.

Podszedł jeszcze bliżej i odchyliwszy brzegi pudla swoimi poczerniałymi i popękanymi dłońmi, z największą ostrożnością wyjął z niego noworodka. Była to dziewczynka niewiele większa od lalki; tak mała, że Ali musiał spleść dłonie, aby się z nich nie wyślizgnęła; i tak lekka, że miał wrażenie, że trzyma jedynie garść liści.

«To ona, dziecko spod mostu», pomyślał. (…)

W całym swoim życiu Ali nigdy nie widział nic śliczniejszego, delikatniejszego i lżejszego niż ta malutka istotka niczym żywa laleczka. Trzymał ją w swoich ramionach, nie mając odwagi przybliżyć swej twarzy porośniętej gęstą brodą. Zimny podmuch powietrza wtargnął pod most, podrywając w powietrze śmieci i przewracając puste pudło, a wówczas Ali spostrzegł, że noworodek jest golusieńki, a jego czerwona od zimna skóra pokryła się tysiącem kropek niczym gęsia skórka.

 

 

 

 

Zdjecia:

1. Jacques Perreault

2. Lawrence Choy

3. Rodion Kutsaev

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl