Na wyspie albo nie na wyspie

Dlaczego postanowiliśmy wrócić do Anglii?

Nie było nam z sobą dobrze, jakby mógł pan sądzić. Lecz jeszcze gorzej było nam bez siebie. Rozstawaliśmy się, wracaliśmy, znów się rozstawaliśmy, znów wracaliśmy. I za każdym razem przyrzekaliśmy sobie, że już się nie rozstaniemy. Po czym znów to samo.* 

 

***

Bo z Anglią to jest tak, że albo ją kocham pasjami, albo jej nienawidzę jak największego wroga. I tak sobie żyjemy: razem lub z dala od siebie, jak para kochanków, co to wytrzymać bez siebie nie mogą, ale wciąż się rozstają w gniewie lub smutku, by za jakiś czas z utęsknieniem znów do siebie powrócić. Da capo al fine…

Z Francją do tej pory było trochę inaczej: to taka nieodwzajemniona miłość jak wtedy, gdy w liceum podkochujesz się w koledze z innej klasy, albo wzdychasz do faceta, którego nigdy nie będziesz mieć, chyba że na jedną noc i tylko w łóżku. Francja była moim kochankiem, moją muzą, moim przeznaczeniem, moją obsesją. Niegdyś wielką miłością, dziś na przemian gorzkim rozczarowaniem i słodką fascynacją. Ja do niej z otwartym sercem, a ona – odwrócona do mnie plecami. Tak bywa…

Francja dzisiaj a Francja sprzed dziesięciu czy piętnastu lat, jaką zapamiętałam z czasów studiów, to dla mnie niemal dwa różne kraje. Biurokracja wciąż tak samo rozbuchana jak przed laty, a do tego jeszcze bardziej skomplikowana, a papierkowa robota coraz bardziej czasochłonna i wkurzająca.

Francja dzisiaj to – co może wzbudzać zdziwienie – kraj mało przyjazny dla obcokrajowców i jakoś dziwnie mało otwarty na przybyszów, także tych z Europy, choć przecież niemała liczba obywateli Francji to potomkowie niedawnych imigrantów. A skoro tak niechętny obcym, to przez to coraz bardziej przygnębiający swoją mentalną ciasnotą i drobnomieszczańską hipokryzją. Ojczyzna Woltera, oświecenia, wielkich filozofów i prądów umysłowych zdaje się zmierzać powoli w stronę tanich populizmów, zaściankowości i degrengolady.

Dlaczego postanowiliśmy wrócić do Anglii?

Mimo wszystko fajnie jest przyjechać do Francji na wakacje, fajnie wpaść na weekend do Paryża i spotkać się z jednym czy drugim kochankiem (to już dawno przebrzmiałe czasy młodzieńczych szaleństw), fajnie też być po prostu turystką, bez żadnych zobowiązań i bez planów na życie we Francji. Fajnie było też spędzić całą zimę w zaśnieżonych Alpach – całkiem jak na bardzo długich wakacjach. Była to niewątpliwie jedna z najbardziej niezwykłych przygód mojego życia w jednym z najbardziej malowniczych zakątków świata.

Miło jest zagadać po francusku, nawet jeśli nasz rozmówca skrzywi się, bo mamy un petit accent, jakiś dziwny, lekko słyszalny obcy akcent, miło jest usiąść przy kawiarnianym stoliku z kieliszkiem wina lub filiżanką świeżo sparzonej, czarnej i aromatycznej kawy, miło jest też tak po prostu BYĆ we Francji i nie wyróżniać się niczym spośród tłumu, nie wzbudzać niezdrowej ciekawości czy nawet źle skrywanej niechęci.

Francja jest, była i będzie moją pierwszą wielką miłością. Moim zachwytem nad światem i zachłyśnięciem się dorosłym, nieskrepowanym i czasami nieobliczalnym życiem młodej dziewczyny na emigracji. Na zawsze też pozostanie w sferze moich prywatnych mitów, anegdot czy wspomnień.

Miejscem i terytorium, do którego będę powracać: czasem z nostalgia, czasem ze wzruszeniem, czasem ze śmiechem, a innym znów razem czasem ze łzami w oczach i kula gniewu w gardle. Miejscem konkretnym i metaforycznym, nie tylko na mapie, ale i w sercu, które nigdy przenigdy nie stanie mi się obojętne.

Dlaczego postanowiliśmy wrócić do Anglii?

 

All we really know about the future is that it will be different.

So we must celebrate the changes.

Let them come. Bring them on.

Because as someone once said, everything will be alright in the end.

So if it’s really not alright,

then trust me: it’s not the end.

(Hotel Marigold)

 

Zdjecia:

1. Jack Finnigan, 2. Nil Castellvi, 3. Jamie Edwards (Unsplash.com)

* W. Mysliwski (Traktat o łuskaniu fasoli)

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl