WE FRANCJI

Czy warto znów zamieszkać we Francji? Kilka przemyśleń

16/09/2021

A było tak: zmęczeni Covidem, lockdownami, obostrzeniami i brakiem urlopu postanowiliśmy gdzieś na tydzień czy dziesięć dni wyskoczyć. Odpocząć na pierwszych od dwóch lat (!) wakacjach. Naładować baterie na ponure, zimowe miesiące. Nasycić się słońcem, ciepłem i pozytywną energią. Wyrwać się z domu, który przecież tak bardzo lubimy, wsiąść w samochód i pojechać przed siebie, jak najdalej od hrabstwa Sussex, które przecież do najbrzydszych nie należy.

Od początku pandemii ominęły nas miedzy innymi: wyjazd na narty do Saint-Gervais we Francji, odwiedziny w Polsce u moich rodziców, planowane wakacje na Korsyce (nasza mocno spóźniona podróż poślubna) i inne drobne przyjemności, jak weekendy we Francji.

Ba, w ostatniej chwili przeszły nam koło nosa także wakacje w Szkocji na początku września. Tak, nawet dzika Szkocja nie wypaliła, choć porobiliśmy już rezerwacje i dokładnie zaplanowaliśmy trasę naszej wyprawy. Nic nie wyszło, oczywiście przez pandemię. Nie, żadne z nas nie złapało wirusa, ale ze względu na rosnącą liczbę zakażeń w Szkocji i możliwość wprowadzenia lokalnego lockdownu postanowiliśmy i tym razem zmienić nasze plany. 

Zanim pomyśleliśmy o Szkocji, był jeszcze pomysł na urlop we Francji, a konkretnie w Bretanii. Już, już kupowaliśmy bilety na prom, już już w myślach szykowaliśmy bagaże na podróż, ale po drodze przypomniało nam się, że Wielka Brytania wymaga przed i po powrocie z zagranicy testów na koronawirusa, prywatnych i drogich, a jakże.

I tak oto z całkiem niezłych planów pozostała jedynie kupka ruin czy też – stosując bardziej wakacyjne metafory – górka złotego piasku. I nic poza tym. 

Miała być Francja – nie wyszło. Miała być Szkocja – nie wypaliło. 

Co więc się udało, zapytacie? Taki był tegoroczny, króciutki i skromny wypoczynek: spontaniczna wyprawa samochodem do Kornwalii i wizyta w Eden Project, “rajskim” ogrodzie botanicznym pod przezroczystymi kopułami, weekendowe biwakowanie w parku narodowym Dartmoor w hrabstwie Devon, narty na sztucznie naśnieżanym stoku i w końcu – całkiem lokalnie – wiosłowanie na stojąco na desce SUP. Lepsze to niż nic! 

A gdzie w tym wszystkim Francja?

No jak to gdzie? 

Ciągle w planach, ale nieco inaczej niż do tej pory. 

Zapewnię niektórzy z Was pamiętają jeszcze nasza przeprowadzkę do Francji trzy lata temu. Tutaj obszernie pisałam o mojej pracy w Grenoble. Zamieszkaliśmy wtedy w Alpach w pobliżu Grenoble, jednak po niecałych sześciu miesiącach z bólem serca wróciliśmy do Anglii. Nie była to jednak nasza pierwsza przygoda z Francją. Ja swego czasu jako studentka spędziłam w tym kraju dobrych kilka lat: najpierw w Alzacji (Strasburg), potem w Burgundii (Dijon), na Lazurowym Wybrzeżu i na północy Francji, chez les Chti’s.  

Zjeździłam też spory kawał Francji, choć rzecz jasna nie każdy jej zakątek: dolinę Loary, Poitou-Charentes, Akwitanię, Dordogne i Lot, Lotaryngię, częściowo tez Normandię i Bretanię, a także Alpy francuskie i część Prowansji. Jak każda miłośniczka Francji, bywałam tez wielokrotnie w Paryżu, choć – przyznać muszę – ostatni raz wybrałam się do stolicy Francji… pięć lat temu.   

W naszych głowach zaświtał pewien pomysł: a gdyby tak spróbować jeszcze raz, ale na innych zasadach, z innym nastawieniem i z większym namysłem? 

I wtedy przyszła nam do głowy pewna myśl: wynająć umeblowane mieszkanie lub mały dom tylko na miesiąc. Na początku na północy Francji w Normandii lub Bretanii, aby można było w razie potrzeby szybko wrócić do Anglii. Wystarczy kilka kliknięć myszką, by się przekonać, jak wielu Brytyjczyków oferuje na wynajem poza sezonem swoje wakacyjne domy lub mieszkania nawet za 500-600 euro za miesiąc. 

Kiedy chcielibyśmy wyjechać? Prawdopodobnie w lutym lub na początku marca. Mamy do wykorzystania jeszcze sporo zaległego urlopu. Mąż i tak pracuje z domu (w branży IT), ja natomiast zamierzam w przyszłym roku nie tylko zmienić pracę, ale i rozpocząć nową ścieżkę kariery, w domyśle – zdalną. Kota zabieramy ze sobą, choć będzie to oznaczało wyrobienie mu nowych dokumentów podróży i dodatkowe szczepienia. 

Jako obywatelka Polski (z paszportem unijnym) mogę mieszkać i pracować we Francji bez większych ograniczeń. Mój brytyjski mąż będzie miał jednak o wiele trudniej. Początkowo chcielibyśmy wyjechać do Francji tylko na miesiąc, wrócić do Wielkiej Brytanii na następnych kilka miesięcy i ponownie spędzić we Francji maksymalnie 30 dni. Po to, by przekonać się, czy Francja to dobry wybór, podszkolić nasz francuski i rozejrzeć się na tamtejszym rynku pracy. 

Na krótszy pobyt (mniej niż 90 dni) nie będzie nam potrzebna ani wiza, ani pozwolenia na pracę (tę wykonujemy zdalnie), ani konto we francuskim banku. Pozostaje oczywiście wiele innych, niemniej istotnych kwestii: ubezpieczenie zdrowotne (i na podróż), ubezpieczenie samochodu, dostęp do szybkiego internetu – już na miejscu, koszt roamingu, dodatkowe opłaty za prąd, gaz czy wodę, koszty podróży i utrzymania na miejscu. 

Trudno jest oczywiście przewidzieć, jak potoczą się sprawy ze względu na obecna epidemię. W ciągu następnych kilku miesięcy sytuacja może się diametralnie zmienić: na lepsze lub gorsze. I choć niełatwo jest snuć dalekosiężne plany i podejmować poważne decyzje, jeszcze trudniej jest siedzieć z założonymi rękami, czekając na spełnienie się najgorszych scenariuszy. 

Czy warto znów przeprowadzać się do Francji? Na pewno warto spróbować. Poprzedni pobyt we Francji był dla nas niezłą lekcją życia i sporą przygodą, ale i przypomnieniem, że powiedzenie “nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” niekoniecznie musi być zawsze prawdziwe. 

 

Wszystkie zdjęcia z powyższego artykułu pochodzą ze strony Unsplash.

You Might Also Like

zBLOGowani.pl