Najlepsze, co dostałam od życia na emigracji

Co przyniosło mi życie na emigracji? Pozytywna lista.

Życie z dala od domu przypomina unoszenie się ponad ziemią w balonie wypełnionym gorącym powietrzem – powiedzmy trzydzieści stóp nad gruntem. Wznosisz się jeszcze trochę – czterdzieści stóp i perspektywa jest zgoła inna, chociaż elementy krajobrazu są wciąż rozpoznawalne. Żeglujesz ponad ludźmi i możesz pochwycić oraz rozszyfrować strzępki rozmów czy polatujące ponad ich głowami oddzielne słowa, a nawet całe frazy, ale nie pojmujesz istoty rzeczy. Świat staje się inny, kiedy doświadczasz go z innego punktu widzenia.

(Jonathan Carroll)

Najlepsze, co dostałam od życia na emigracji

Najlepsze, co dostałam od życia na emigracji

O wadach życia na emigracji i związanych z nią niedogodnościach, o porażkach i trudach codzienności można by pisać tomy. Podobnie jak o nauce na własnych błędach. I o niepowodzeniach. O powrotach do Polski. Można by zaryzykować stwierdzeniem, że każdy z nas gdzieś kogoś takiego zna: emigranta z problemami. A może nawet sam nim jest.

Po piętnastu latach na emigracji i sporej ilości kopniaków, których nie szczędził mi w międzyczasie złośliwy los (taki wredny i kapryśny chochlik), dostrzegam znacznie więcej plusów niż minusów życia za granicą. Żyje się tutaj coraz łatwiej, a jeden sukces pociąga za sobą kolejny; jeden udany zbieg okoliczności wykiełkowuje w kolejny, równie pozytywny. Nie będę udawać, że stoi za tym jakiś cudowny splot zdarzeń, który w jednej chwili zmienił moje życie w kolorowaną bajkę, ani też wygrana w totka lub choćby bogate zamążpójście.

Za każdym z większych i mniejszych sukcesów, które przez te lata odniosłam, stoi determinacja, wytrwałość i niemało wysiłku. Oraz gruba skóra na tylnej części ciała. Oprócz tego również zdrowy rozsądek i mierzenie sił na zamiary. Chyba po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jestem szczęśliwa, a moje życie: spełnione, bezpieczne i stabilne. Czy można chcieć więcej? Oczywiście, że tak! Staram się jednak nie zapominać w takich chwilach, gdy przychodzi mi narzekać i chcieć więcej i więcej, jak daleko zaszłam i jak bardzo mogę być wdzięczna losowi za to, co już mam tu i teraz.

Najlepsze, co dostałam od życia na emigracji

Dla porównania: jak bywało parę lat temu? Pisałam o tym na przykład  TUTAJ.

Emigracja to panika, grunt się pali pod nogami i robi się mnóstwo rzeczy za szybko, bez namysłu i bez sensu.

(Janusz Glowacki)

Jeżeli ma się wystarczające środki, można rozbijać się po świecie i jako zglobalizowany tubylec wszędzie czuć się u siebie. Tymczasem zaś miliony ludzi, bez względu na to, jak długo harują w jakimś miejscu, na zawsze pozostaną tymi samymi obcokrajowcami, którymi byli w momencie swojego przybycia.

(Karl-Markus Gauss)

***

„Długie lata nie wiedziałam, czego chcę. Po drodze uświadomiłam sobie, że realizuję nie swoje marzenia, że podążam drogą, którą wyznaczył mi ktoś inny. Uległam sugestiom i namowom. Nie, nie żałuję tamtych lat, ale też zdałam sobie sprawę, że nie da się iść tym szlakiem na obczyźnie. Ha, obczyzna brzmi jakoś patetycznie i żałośnie w tym kontekście, ale też ta “zagranica” nie jest już ta sama: raz Francja, raz Anglia. Takie nie wiadomo co. O stabilizacji nie ma nawet co marzyć.

Z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że historia mojego życia dzieli się na trzy etapy: przed Francją, we Francji, i po Francji (czyli w Anglii).

Nie żałuję moich polonistycznych studiów. Nie będę z łezką w oku wyliczać przeczytanych książek, godzin przesiedzianych w bibliotekach, mniej lub bardziej ciekawych zajęć, ani rozwodzić się, jak bardzo wzbogaciły one moją osobowość i wiedzę. Nie żałuję również romanistyki we Francji. Nie żałuję rządowego stypendium, napoczętego doktoratu z Gombrowicza i porzuconych planach o książce, która miała powstać w czasie studiów doktoranckich. Trudno również żałować lat spędzonych we Francji. Strasburg, Nancy, Dijon, Lazurowe Wybrzeże, Lille, Valenciennes… No i Paryż oczywiście, z doskoku.

Trudno w kilku zdaniach streścić 9 lat mojego życia, bo tyle czasu upłynęło od mojego pierwszego wyjazdu do Francji. Czasami po głowie kołacze mi myśl, że część tych lat poszła na zmarnowanie, prawdą jest jednak, że gdyby nie pobyt we Francji, nigdy nie zaczęłabym tłumaczyć książek, nigdy nie poznałabym tej “obczyzny”, która mimo wszystko różni się od polskiej rzeczywistości, nigdy też nie znalazłabym się w Anglii. Nie byłoby mnie tu, gdzie jestem teraz. Zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nigdy nie wyjechała z Polski, gdyby nie targała mną tęsknota za czymś nowym i nieznanym. Czy byłoby lepiej? Czy byłabym szczęśliwa i spełniona?”

Dziś, siedem lat po publikacji tekstu powyżej, ośmielam się twierdzić, że nie.

Z Polski wyjechałam po raz pierwszy w październiku 2002 roku, czyli ponad piętnaście lat temu. Miałam wtedy 22 lata. Celem mojej podroży był Strasburg, przepiękne i stylowe miasto na pograniczu Niemiec i Francji, które pokochałam miłością od (prawie) pierwszego wrażenia. I za którym wciąż zdarza mi się tęsknić.

Było to już w czasach bezwizowych, ale wciąż przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej: jako studenci mieliśmy wiec obowiązek ubiegać się o roczną kartę pobytu i pozwolenie na pracę (maksymalnie 18 godzin tygodniowo). Nie było mowy o tym, by tak po prostu przyjechać, znaleźć legalną pracę na cito, mieszkanie i jakoś się urządzić. Moje stypendium wynosiło wówczas całe 250 euro na miesiąc. Dla porównania: mój pokój w akademiku kosztował połowę tej kwoty! A jednak, pomimo wielu trudności i finansowej biedy, był to bodajże najlepszy rok mojego życia!

A to tylko wierzchołek góry lodowej. Najciekawsze miało się dopiero wydarzyć.

Najlepsze, co dostałam od życia na emigracji

Jakich cennych lekcji udzieliło mi życie na emigracji? Jakie korzyści przyniosło? Co najlepszego przytrafiło mi się w tym czasie?

A jak autonomia.

Cóż lepszego dla dwudziestolatki niż wyjazd na studia do innego kraju, w dodatku tak ekscytującego jak Francja, która od lat znajduje się na pierwszym miejscu wśród najczęściej odwiedzanych krajów na świecie?

I cóż lepszego niż wyrwanie się z domu, spod skrzydeł opiekuńczych rodziców, prosto w wielki świat?

Samodzielność i niezależność to bodajże najważniejsze, co przyniosło mi życie na obczyźnie. Marzyłam o tym już jako nastolatka: aby żyć po swojemu, spełniać swoje marzenia, a przy okazji: dostawać tez kopniaki od życia, bo w ten sposób – stety niestety – buduje się własną odporność i wytrzymałość psychiczną.

B jak bywanie

Bywanie w świecie, w ciekawych miejscach, wśród interesujących ludzi.

C jak „Czuję, że żyję!”

D jak determinacja

Planning, preparation, practice, and performance!

E jak Erasmus

Gdyby nie szeroko znany program Socrates-Erasmus, nigdy nie udałoby mi się wyjechać na studia do Francji. To naprawdę świetna szkoła życia, a przy okazji też niezapomniana przygoda i pierwsze zetknięcie z obcą kulturą poza kontekstem czysto wakacyjnym.

F jak Francja! F jak Francuzi. 

Nic dodać, nic ująć. Francja, Francuzi i język francuski. Moja odwieczna fascynacja, odkąd w piątej klasie podstawówki zaczęłam uczyć się tego języka.

G jak granice, które warto przekraczać

H jak horyzonty, które nieustannie warto i trzeba poszerzać

I jak inspiracje

J jak języki obce

Na dzień dzisiejszy biegle posługuję się – jak do tej pory – jedynie dwoma językami obcymi: francuskim i angielskim, ale bardzo chciałabym nauczyć się także włoskiego. Na co dzień, także w domu, rozmawiam jednak wyłącznie po angielsku (narzeczony jest Anglikiem).

K jak książki

Jedne z niewielu rzeczy, które pozwoliły mi przetrwać najgorsze chwile i największą samotność. Niezastąpione.

I niezawodne w nauce języków obcych.

L jak „jaki lajf, taki stajl”

Jedną z wielu rzeczy, które cenię w życiu na emigracji, jest możliwość kreowania własnego wizerunku i stawania się tym, kim chce się być. Bez względu na przeszłość i to co za nami. Jestem taka „czystą kartą”, którą sama mogę (do pewnego stopnia) napisać.

Ł jak łzy

„Szare dni, deszcz, śnieg, zawierucha. Smutek, łzy. Płaczesz, bo przecież nie tak miało wszystko wyglądać. Płaczesz, bo ktoś odszedł. Płaczesz, bo życie po raz kolejny położyło na twojej drodze kłody. I oto przychodzi wiosna. Budzi się nowe życie, wszystko dookoła się zieleni, słońce ogrzewa twoja twarz, znikają łzy i zatroskana mina. Uśmiechasz się. Znów masz nadzieję na lepsze dziś, lepsze jutro, lepszą przyszłość. Ocierasz łzy, otrzepujesz kolana, omijasz przeszkody i wyruszasz w dalszą drogę. Życie to upadki i wzloty, smutki i radości.” No właśnie.

M jak możliwości

Świat stoi otworem, jeśli tylko wie się, gdzie są drzwi i jak je otworzyć. Ja z moich możliwości skorzystałam (i nadal korzystam). A Ty?

Najlepsze, co dostałam od życia na emigracji

N jak to, co nowe:  zawod, praca, miejsce zamieszkania, znajomi, otoczenie, umiejętności…

O jak odwaga i otwarty umysł

P jak podróże i przeprowadzki

Od 2012 roku mieszkałam w sumie tylko w dwóch krajach: Francji i Wielkiej Brytanii. Moje francuskie życie toczyło się w miejscach takich jak Strasburg (Alzacja), Lille i Valenciennes (na północy kraju), Dijon (Burgundia), Antibes (Lazurowe Wybrzeże) i Paryż. W Anglii mieszkałam natomiast przez dłuższy czas na południowym wschodzie kraju (Brighton, a potem hrabstwo Suffolk) i na północy (Manchester). Nie zliczę już, ile razy zmieniałam w międzyczasie miejsce zamieszkania, ale jedno jest pewne: trudno w tym wszystkim narzekać na nudę!

R jak „Rób swoje!”

Jest to bodajże najważniejsza rada, jakiej mogłabym udzielić poczatkującym emigrantom. Rób swoje. Nie oglądaj się na to, co robi kuzyn, siostra, najlepszy kumpel czy ktokolwiek inny. Nie słuchaj głupich rad i nie daj sobie podciąć skrzydeł. Nie daj się zapędzić w kozi róg. I nie stój w miejscu tylko dlatego, że inni stoją. Masz marzenia? Najlepiej o nich nikomu nie mów, tylko działaj. Pamiętaj: akcja – reakcja. Rób swoje. Reszta przyjdzie sama.

S jak studia

Wspólna Europa i otwarte granice jak nic sprzyjają nauce za granicą. Takiej szansy nie należy zaprzepaścić. Skończyłam studia w zupełnie różnych dziedzinach: najpierw we Francji, a parę lat później w Anglii. Sama to sobie wywalczyłam: nic nie przyszło za darmo. Wspaniałe, choć trudne doświadczenie. Nie jestem pewna, czy chciałabym odbyć te wszystkie studia po raz drugi, ale to dzięki nim jestem teraz w tym konkretnym miejscu, z konkretnym fachem w ręku i umiejętnościami przydatnymi na rynku pracy. Moja rada: chcesz studiować? Świetnie, ale wybieraj z głową.

T jak tygiel: wielokulturowy

Bo tak.

U jak „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”

Nie potrzeba tłumaczyć. Nie licz na innych. W najtrudniejszych chwilach i tak cię zawiodą. Licz na siebie: wyjdziesz na tym lepiej niż myślisz.

W jak Wielka Brytania

Mieszkam tu już ponad osiem lat (choć początkowo miał być to maksymalnie rok lub dwa) i muszę przyznać, że niecierpliwie czekam na zmianę: albo powrót na kontynent (docelowo Francja), albo tez wyjazd gdzieś dalej (pojawiły się propozycje pracy choćby w Nowej Zelandii).

Z jak „Szykuj się na zmiany!”

Emigracja nauczyła mnie elastyczności i luzu w podejściu do życia. Nie podoba mi się praca? Poszukam sobie innej. Nie lubię miejsca, w którym mieszkam? Przeprowadzę się. Nie podoba mi się moje życie? Wprowadzam zmiany. Nie umiem czegoś, a bardzo zazdroszczę tego innym? Nauczę się tego. Proste (co nie oznacza: bez wysiłku). Chcę wyjechać do innego kraju? Planuje i działam, zamiast siedzieć przy drinku w pubie z przyjaciółką i narzekać, jak mi źle i jak mi szaro.

Ż jak piękno życia

Cieszę się życiem i tym, co mam. Poświęcam czas na to, co lubię: fotografia, książki, blog, weekendowe wyjazdy i zdobywanie nowych umiejętności. Wiem, że w życiu może być źle (a nawet bardzo źle), dlatego tym bardziej staram się skupić na teraźniejszości. Zycie JEST piękne. Nawet z depresją.

 

Jestem ciekawa, jak wygląda Twoje życie na emigracji. Z czego jesteś dumny? Z czego się cieszysz? Dlaczego jesteś szczęśliwy? 

 

Zdjecia: https://unsplash.com/

zBLOGowani.pl
zBLOGowani.pl